Tryb Incognito w przeglądarkach internetowych dostępny jest od wielu lat. Ogranicza on ilość danych jakie przeglądarka zapisuje na dysku. Tryb ten nie pozwala na zachowanie pełnej anonimowości. Po portalach społecznościowych zaś krąży wiele rolek ukazujących nieprawdziwe informacje o tym trybie i opcjach usunięcia historii przeglądanych stron.
Zacznijmy więc od faktów. Do czego służy tryb incognito? W przypadku przeglądarki Chrome informacje o działaniu tego trybu odnajdziemy na stronie wsparcia. W innych przeglądarkach ogólne działanie tego trybu wygląda podobnie. W zależności od przeglądarki różni się tylko nazwa. W Edge jest to InPrivate. W przeglądarce Firefox zaś nowe okno prywatne.
Podsumowanie najważniejszych informacji na przykładzie Chrome:
Chrome ogranicza ilość informacji zapisywanych na urządzeniu. Może to być przydatne na przykład wtedy, gdy korzystasz z komputera używanego przez kilka osób lub kupujesz prezent.
Chrome nie loguje Cię automatycznie na konto Google ani na innych stronach: nie zmieni to sposobu zbierania danych przez odwiedzane witryny i używane przez nie usługi, w tym Google. Witryny mogą nadal zbierać informacje o Tobie, nawet gdy się nie logujesz.
- Po zakończeniu sesji w trybie incognito Chrome nie zachowuje danych witryn ani informacji o odwiedzonych stronach
- Tryb incognito pomaga zachować prywatność podczas przeglądania stron na urządzeniu, ale nie sprawia, że użytkownik staje się niewidoczny.
I teraz najciekawszy fragment:
- Odwiedzane strony, w tym strony Google, oraz organizacje zarządzające Twoją siecią (np. szkoła, pracodawca lub dostawca usług internetowych), mogą obserwować Twoją aktywność w trybie incognito.
Tu pojawia się często wiele nieprawdziwych lub mało precyzyjnych poradników. Rolki w serwisie Facebook tworzone są dla samych wyświetleń, często pokazują niedziałające lub błędne polecenia. Padają nawet hasła, że tryb ten nic nie daje i mógłby nie istnieć. Argumentem za tym jest cytowanie... oficjalnego opisu jak działa ten tryb.
Najczęściej powielanym mitem jest usuwanie historii za pomocą jednego z poleceń konsoli Windows.
Mowa tu o poleceniu ipconfig.
O czym mowa. Przytaczana jest tu nieprawdziwa informacja, jakoby za pomocą polecenia ipconfig /displaydns można odczytać historię przeglądanych stron.
Sprawdźmy więc do czego służy to polecenie
/displaydns Wyświetla zawartość pamięci podręcznej rozpoznawania nazw klienta DNS, która zawiera zarówno wpisy wstępnie załadowane z pliku hostów lokalnych, jak i wszystkie ostatnio uzyskane rekordy zasobów dla zapytań nazw rozpoznawanych przez komputer. Usługa klienta DNS używa tych informacji do szybkiego rozpoznawania często zapytanych nazw przed wykonaniem zapytania względem skonfigurowanych serwerów DNS.
Jak widzimy, nie dostaniemy listy przeglądanych stron, a jedynie zawartość pamięci podręcznej klienta DNS. W czym tkwi różnica? Z polecenia dowiemy się jedynie, że gdzieś w systemie wywołana została dana domena. Bez konkretnego adresu strony, bez czasu, ani informacji z jakiej aplikacji to nastąpiło. Pojawienie się jakiejś domeny na tej liście nie jest potwierdzeniem odwiedzenia danej strony. Na niektórych materiałach z jakimi możemy się spotkać w sieci wynik tego polecenia jest celowo rozmazany. Gdyby nie był, już na pierwszy rzut oka widać byłoby, że nie jest to historia przeglądanych stron.
Jednak bzdury jakie pokazywane są w niektórych rolkach na portalu Facebook sięgają dalej.
W jednej z takich rolek widzimy naprzemiennie polecenia "ipconfig/displaydns", "ipconfig/flushdns", czy "IP Config". Osoba, która miałaby jakiekolwiek podstawy wiedzy z informatyki nigdy by takiego materiału nie opublikowała. Ale ktoś, kto robi to tylko dla wyświetleń raczej nie będzie się przejmował tym, czy coś w ogóle działa. Tak, polecenie musi być zapisane poprawnie. Nie można sobie wstawiać lub usuwać spacji w dowolnych miejscach.
Ale to nie koniec. Jeżeli trafimy na poradnik, który najpierw mówi o tym, że aktywność może być widoczna dla pracodawcy czy szkoły, a następnie pokazuje, że musimy uruchomić wiersz polecenia jako administrator to musimy wiedzieć jedno. Autor tego poradnika celowo wprowadza nas w błąd lub jest kolokwialnie mówiąc "debilem". W szkołach, czy na komputerach firmowych niemal nigdy nie będziemy mieć uprawnień administratora. W tym miejscu z reguły cały poradnik możemy włożyć między bajki.
Dodatkowo cały ruch sieciowy może być monitorowany na serwerze zarządzającym siecią, poza komputerem lokalnym.
Ale czy te polecenia w ogóle potrzebują uprawnień administratora. Otóż nie. W Windows 10 i 11 można je wykonać na zwykłym koncie użytkownika. Jeśli zaś korzystamy z konta w sieci firmowej czy szkolnej, polecenia faktycznie mogą być niedostępne na zwykłym koncie, z poziomu dodatkowo nałożonych restrykcji. W takim przypadku i tak nie wykonamy podanych instrukcji. Ograniczony poziom uprawnień nie pozwoli nam ich wykonać jako administrator.
Przejdźmy dalej. Co więc tak właściwie robi drugie polecenie, jakie pojawia się w "poradnikach"?
/flushdns Opróżnia i resetuje zawartość pamięci podręcznej rozpoznawania klienta DNS. Podczas rozwiązywania problemów z systemem DNS można użyć tej procedury, aby odrzucić negatywne wpisy pamięci podręcznej z pamięci podręcznej, a także wszelkie inne wpisy, które zostały dodane dynamicznie.
I faktycznie. Poleceniem tym wyczyścimy listę widoczną po wykonaniu wcześniejszego polecenia. Jednak musimy pamiętać jedno. To nie jest historia przeglądania. To bufor DNS, o którym już wspomnieliśmy wcześniej. Kiedy więc tak naprawdę powinniśmy używać tego polecenia. To znajduje się w jego opisie - " Podczas rozwiązywania problemów z systemem DNS można użyć tej procedury".